sobota, 1 września 2012

7. Wyjazd.

Leżałam na łóżku i myślałam, o tym co działo się wczoraj.
-Ale z Ciebie idiotka. - myślałam sobie, gdy się tak dobijałam zadzwonił telefon. Spojrzałam na ekran i o mało nie dostałam zawału, to był Liam! Czego on ode mnie chciał? Żebym z nim była, bo wtedy może byłam zestresowana albo coś? To by było bardzo śmieszne, naprawdę!
-Halo? - powiedziałam wściekłym tonem.
- Cze.. Cześć. - zawahał się.
-Chciałem Cię przeprosić. - wow, i teraz to mnie rozwalił. Za co on mnie przeprasza? Za to, że się zakochał? Pff, to było śmieszne.
-Ale za co ty mnie przepraszasz?
-Za ten pocałunek na plaży, nie powinienem...
-Dobrze, nie tłumacz się. - w tym momencie do pokoju wparowała Demi, dosłownie cała w skowronkach, normalnie biegała skakała i tańczyła po całym pokoju.
-Liam, przepraszam, ale muszę kończyć. Demi świruje. - zaśmiałam się.
-Jasne, a kiedy znów się spotkamy?
-Nie wiem, napiszę Ci sms. Pa! - odłożyłam słuchawkę.
Spojrzałam na Demi, wygrzebywała z szafek wszystkie swoje rzeczy, wyrzucała jedna za drugą, potem wzięła się za wywalanie moich rzeczy.
-Ej! Co ty robisz?! Oszalałaś?! - skarciłam ją wzrokiem.
-Wyjeżdżamy!Rozumiesz!Jestem w stu procentach zdrowa! Wracamy do domu! - gdy usłyszałam słowa 'jestem już w stu procentach zdrowa' łzy napłynęły mi do oczu i przytuliłam Demi.
-Co ty robisz? - spytała dość zaskoczona moim zachowaniem.
-Nic już nic. - szybko wytarłam łzy i wzięłam się za zbieranie swoich rzeczy.

*

Czas leciał nie ubłaganie, napisałam Liamowi sms'a , że najprawdopodobniej już się nigdy nie zobaczymy, że dziś wieczorem wracam do LA. Nic mi nie napisał. Ciekawe co sobie pomyślał? Że go wystawiam, tak na pewno. Ale mniejsza o to, skoro się z nim już nigdy nie zobaczę, to po co się w ogóle przejmować. Przecież mu przejdzie. Chyba... No nie ważne.
-O której mamy samolot? - krzyczałam z łazienki do Demi.
-O 8 więc się pośpiesz , bo nie zdążymy.
-Jasne, już wychodzę. - otworzyłam drzwi i mnie zatkało, w pokoju panował idealny porządek.
-Boże, jak ty to zrobiłaś. - szczęka dosłownie mi opadła, do samej ziemi.
-Wiesz, pozbierałam trochę rzeczy, odkurzyłam i już, pokój czyściusieńki.
Tylko się zaśmiałam.
-To co, idziemy? - dodała.
-Idziemy. - westchnęłam i wyszłam za nią z pokoju.


*

Na lotnisku było tłum ludzi, pewnie dlatego, że rozpoczynały się wakacje. Ale na szczęście bycie gwiazdą ułatwia czasem człowiekowi życie, wszyscy Cię przepuszczają bo mówisz, że się śpieszysz, a tak naprawdę samolot bez Ciebie nie poleci. Szłam i uśmiechałam się, gdy już miałam przechodzić przez bramkę dosłownie wryło mnie w ziemię. Zauważyłam Liama stał i na kogoś czekał.
Błagam nie na mnie , błagam nie na mnie.
-Cześć Miley. - podszedł do mnie. - Czekałem na Ciebie .
Szlak! To zaklinanie nic nie daje!
-Hej. - udawałam obojętną, starałam się go ominąć.
-Pogadajmy, proszę.
-Bardzo bym chciała ale nie mogę, śpieszę się.
-Oh, nie kręć, o ile mi wiadomo twój samolot odlatuje za 20 minut więc masz jeszcze trochę czasu.
Westchnęłam, z kąd do cholery o wszystkim wiedział?! Jakiś jasnowidz czy coś.
-Dobrze, ale tylko chwilę.
-Naprawdę Cię przepraszam.
-Znów zaczynasz? Przecież mówiłam Ci, że nie masz za co przepraszać. Temat zamknięty, koniec! Nie ma o czym rozmawiać.
-Ale Miley, ja ja Cię...
-Ja wiem, kochasz mnie, ale przykro mi ja Ciebie nie, wiem jestem skończoną idiotką, że poszłam z tobą na tą plażę, teraz to ja przepraszam.
Spojrzał na mnie jak na kretynkę. I wybuchł śmiechem. Miałam ochotę walnąć go i odejść jak najprędzej.
-Przepraszam, a co Cię tak śmieszy? - byłam dosłownie oburzona.
-To, że chciałem Ci powiedzieć, że z tym Kochaniem, to się jednak przeliczyłem, to znaczy to było chwilowe zauroczenie.
Nie no, teraz to mnie totalnie wbiło w ziemię.
-Dobra, niech będzie. - ja też zaczęłam się śmiać . - Okej, my tu gadu gadu , a za 10 minut mam samolot. Muszę iść!  Może jeszcze kiedyś się spotkamy. To cześć.
-Cześć. - przytulił mnie i poszłam.


*

12 w nocy... Nie ma to jak własne łóżko po dwu godzinnym locie samolotem. Tak, to jest to...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz