Postanowiłam zrobić
jeszcze jedne badania , tak dla pewności , chociaż robiłam to nie raz .
Nie wiem czemu , ale poszłam do innego lekarza . Może to intuicja , może
po prostu lęk . Sama nie wiem .
TRZY TYGODNIE PÓŹNIEJ . - Demi , list do Ciebie - krzyczała z domu mama . - Zaraz schodzę . Połóż na stole . - krzyknęłam i kończyłam szykować się na spotkanie z Joe ' m .
*** Perspektywa mamy Demi . ***Hmm
, dlaczego do mojej córki przychodzą listy , ze szpitala .? . Myślałam
sobie , nie nie zostawię tak tego , muszę zobaczyć co tam jest .
Otworzyłam , i zaczęłam czytać . Prawie zemdlałam . Musiałam usiąść . Moje
dziecko ma guza mózgu . !!?? . To nie możliwe jak to się stało . ?! .
Było to dla mnie nie możliwością , żeby moje jedyne , kochane dzieciątko
miało guza i mogło umrzeć . Demi właśnie schodziła ze schodów , więc
musiałam z nią porozmawiać . - Mamo , dlaczego jesteś taka blada . ? I dlaczego czytasz mój list . ! - krzyknęła . - Demi , jak mogłaś mi nie powiedzieć . ? Jestem twoją matką . !- Mamo , ale o co Ci chodzi . ? - wymigiwała się . -
O to , że masz guza mózgu , którego można zoperować . ! Fakt , że to
dobrze , ale musiałaś o tym wiedzieć już wcześniej . ! - Demi nagle
zrobiła się blada jak ściana . - Zzzoperować . ! - wyjąkała . - Tak zoperować . - powiedziałam załamana . -
Jeju , ja się chyba zaraz rozpłaczę . ! - Demi wyjęła telefon i zaczęła
dzwonić do swoich przyjaciół , że guza można zoperować . - Demi . powiedz mi , co się stało . ? -
A więc , mamo , było tak . ( ... ) - Demi opowiedziała mi co zaszło .
Byłam wściekła , a zarazem i szczęśliwa , że lekarze popełnili błąd , i
że moja córcia może żyć .
*** Perspektywa Demi . ***
Wiedziałam
już wszystko , muszę wyjechać na rok , do szpitala . A raczej do
ośrodka , który zajmuje się ludźmi chorymi na na nowotwór mózgu . Zwykle
czeka się w kolejce , ale mój przypadek , był beznadziejny . Pomylono
się , i do tego , bardzo szybko , musiałam mieć wykonany zabieg . Bo
inaczej , mogło to się skończyć tragicznie . Joe i dziewczyny pomagali mi się pakować . - Dziękuję wam , jesteście cudowni , - powiedziałam gdy pakowaliśmy ostatnią torbę . -
Ohh tam , to dla nas czysta przyjemność , w końcu nasza przyjaciółka
jedzie na zabieg , dzięki któremu będzie żyć . ! - powiedziała uradowana
Miley i przytuliła mnie , do tego uścisku przyłączył się również Joe i
Ashley . - Ohh , jak ja was kocham , nie wyobrażam sobie życia bez was . ! - Oj , raczej co my byśmy robili gdyby Ciebie nie było - powiedział Joe , i pocałował mnie w skroń . - Oj , nie wiem . - zaśmiałam się .
DZIEŃ WYJAZDU . - Demi , na pewno masz już wszystko - krzyczała mama z dołu . -
Tak mamo . - zbiegłam radosna po schodach , tak się cieszyłam , że może
jednak będę żyć . Nuciłam coś pod nosem . Wybiegłam z domu i wsiadłam
do auta , w środku czekała już na mnie mama Miley i Ashley i oczywiście
Joe . - No to w drogę . - powiedziałam i ruszyliśmy . Ośrodek
znajdował się w Nowym Jorku , więc co najmniej kilka godzin jazdy przed
nami , ale w końcu bez żadnych problemów , udało nam się szczęśliwie , i
bezpiecznie dojechać . - Hmm , ładnie tu . - powiedziałam gdy łam z auta .-
Tak , tak . - powiedzieli wszyscy chórem . - zaśmiałam się . Weszliśmy
do środka . Przywitano nas , i wskazano mi mój pokój . Cały ośrodek ,
przypominał jakby hotel . Ale jednak nim nie był . W drugiej części
budynku znajdował się szpital , w którym miałam mieć wykonywany zabieg .
Trochę się denerwowałam , i cieszyłam zarazem . Weszłam do swojego pokoju , spodobał mi się . Częściowo rozpakowałam swoje rzeczy , pomogli mi w tym przyjaciele i mama .- No skarbie , na nas już pora , Trzymaj się . - podeszła do mnie mama , zaczęła płakać . - Oj mamo , wszystko będzie w porządku . - Tak , wiem . - otarła łzy , i wyszła z pokoju , reszta również się ze mną pożegnała . Dziewczyny wyszły . Został już tylko Joe . - Demi , będę za tobą cholernie tęsknił . - przytulił mnie . - Tak , ja też , i to strasznie . - spojrzałam mu w oczy . Zanim zdążyłam się zorientować już mnie całował . Inaczej
niż zwykle , namiętnie . Podobało mi się to . Odprowadziłam go na
korytarz , gdzie czekali już wszyscy . Pożegnałam się z nimi jeszcze raz
. - Będę tęsknić . - po moim policzku popłynęła łza . - Tak my też . - kolejny raz odpowiedzieli chórem . I wyszli za drzwi . . .
KONIEC .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz