Pisałam przy: Demi Lovato-Unbroken, Belive In Me, Stop the World.
Dwa tygodnie później Nicholas wyszedł ze szpitala.
Mimo wszystko, to okropne zdarzenie znów zbliżyło całą naszą 'paczkę' do siebie. Znów było tak jak kiedyś...
~*~
Siedzieliśmy
w domu Joego. Śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Jak kiedyś. Tylko, że Demi
była jakaś przybita, nieobecna. Postanowiłam, że z Nią porozmawiam.
Przeprosiłam swoich przyjaciół i wyszłam do kuchni. Pokrzątałam się po
niej trochę, a po chwili zawołałam Demi, pod pretekstem, że potrzebuję
pomocy.
Po chwili przyjaciółka opierała się o blat kuchenny. Patrzyła się gdzieś w przestrzeń.
- Tutaj nie chodzi o pomoc prawda? - przerwała ciszę, która między nami panowała.
Skinęłam głową.
-
Dems, co się z Tobą dzieje? Mi możesz powiedzieć wszystko... -
westchnęłam, przyglądałam się jej. Zauważyłam, jak jej oczy wypełniają
się łzami. Milczała. Przybliżyłam się do Niej i przytuliłam ją mocno.
- Proszę, powiedz o co chodzi.
- Smiley, nie tutaj... - szepnęła zachrypniętym głosem.
-
Więc ubieraj, się jedziemy do mnie. Oni przecież bez nas nie zginą. -
na mojej twarzy pojawił się przelotny uśmiech. Po chwili jechałyśmy już
do mnie. Gdy weszłyśmy do domu, Demi się odezwała.
- Mam zaburzenia odżywiania i ćpam.
Stanęłam jak wryta, podejrzewałam, że coś jest nie tak, ale żeby aż tak?
-
Mój związek z Joem, wisi na włosku... Praktycznie to jesteśmy ze sobą
tylko tak 'publicznie'. W ogóle nie zachowujemy się jak para, on po
prostu mnie olewa. - ciągnęła dalej.
- Kochana, wyciągnę Cię z tego.
- szepnęłam i przytuliłam ją mocno. Czułam jak do moich oczu napływają
łzy. Ale postanowiłam, że będę silna.
- Opowiedz mi dokładnie co się dzieje... - poprosiłam. Udałyśmy się do salonu.
~*~
Obudził mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Wstałam niechętnie, jak się okazało... Spałam na kanapie razem z moją przyjaciółką.
- No ładnie. - westchnęłam i udałam się do drzwi. Otworzyłam je.
-
Witaj skarbie. - usłyszałam głos ukochanego, ale jedyne co widziałam to
ogromny bukiet róż. Wpuściłam go do środka i ucałowałam jego policzek.
- To dla Ciebie. - wręczył mi kwiaty. Podziękowałam i przytuliłam się do Niego mocno.
- Dlaczego wczoraj poszłyście? - spytał siadając w kuchni przy stole.
Zastanowiłam się chwilę.
- Musiałyśmy porozmawiać, takie tam babskie tematy. - machnęłam ręką.
-
Smiley, skarbie. Przecież ty nie potrafisz kłamać, powiedz mi o co
chodzi. - popatrzył się prosto w moje oczy, a pode mną po prostu ugięły
się kolana. Zagryzłam wargi. Na szczęście z opresji wyratowała mnie
Demi, która właśnie weszła do kuchni. Jej twarz przez noc zmieniła się,
jakby trochę rozpromieniała. Coś jakby pojawiła się w niej nadzieja.
-
Cześć. - powiedziała i przeciągnęła się. Delikatnie się uśmiechnęła. -
Miley, nadal masz moje rzeczy u siebie w łazience? - spytała po chwili.
- Tak, są w górnej szafce po prawej stronie. - opowiedziałam, przyjaciółka udała się do góry. Westchnęłam głośno.
Nick już chciał coś mówić, ale nie pozwoliłam mu na to.
- Później Ci powiem. - szepnęłam i udałam się do drugiej łazienki.
Gdy
doprowadziłam się do porządku i wróciłam do kuchni, Demi siedziała wraz
z Nickiem przy stole. Rozmawiali. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Jesteście głodni? - spytałam. Otworzyłam lodówkę.
- Ja jadłem u siebie. - powiedział Nick.
-
A ja pozwoliłam sobie podkraść Ci jogurt. - wtrąciła Demi, byłam
zdziwiona, bo na jej twarzy malował się uśmiech. Wzruszyłam ramionami,
zaczęłam robić sobie kanapki. Po chwili siedziałam już przy stole.
-
Moi rodzice postanowili, że w tym roku chcieli by aby na Wigilijnej
kolacji byli wszyscy. - uśmiechnął się. - Wy i wasi rodzice. Wiecie,
żebyśmy byli wszyscy razem. - uśmiechał się.
- To świetny pomysł. O której mamy przyjść? - spytałam. Demi pokiwała głową, jak widać jej też spodobał się ten pomysł.
-
Mama chce zacząć kolację o 18. Więc tak właśnie przyjdźcie. To i nie
zapomnijcie powiedzieć rodzicom i rodzeństwu. - uśmiechał się. - Ja będę
się zbierać. Muszę załatwić jeszcze kilka spraw. - pocałował mnie w
głowę i udał się w stronę drzwi wyjściowych.
- Widzimy się potem? - spytałam. Skinął tylko potwierdzając głową i wyszedł.
~*~
24 grudnia. Wigilia Bożego Narodzenia.
Siedzieliśmy wszyscy w domu Jonasów. Moi rodzice, rodzice Demi i Ashley. Byliśmy jak jedna wielka rodzina.
Śpiewaliśmy
kolędy. Nawet Demi się uśmiechała, zauważyłam, że od czasu naszej
rozmowy polepszyło jej się. Nawet z Joem chyba jej się polepszyło...
Załatwiłam jej miejsce w ośrodku, wyjeżdża zaraz po nowym roku...
- Chciałbym prosić o chwilę uwagi. - odezwał się Nick. Wszyscy umilkli i popatrzyli się na Niego. Zdziwiłam się.
- Miley, mogę Cię prosić? - spytał. Wstałam, byłam zdezorientowana. Nie wiedziałam, o co mu chodzi.
-
Bardzo dużo o tym myślałem i chciałbym to zrobić teraz już oficjalnie.
Wcześniej, gdy dałem Ci ten pierścionek - chwycił mnie za dłoń. -
Obiecałaś, że na zawsze będziesz moja. Teraz na prawdę chce to
zapieczętować. - uśmiechał się. Uklęknął na jedno kolano. Zakryłam usta
dłońmi, a moje oczy wypełniły się łzami.
- Destiny Hope Cyrus, czy
zostaniesz moją żoną? - otworzył przede mną małe czerwone pudełeczko i
wyjął z nich pierścionek, zaczął mi go wsuwać na palec, ten sam na,
którym miałam już jeden pierścionek. - One stanowią całość. - dodał.
Patrzyłam w jego oczy.
- Tak Nicholasie Jerry Jonasie. Zostanę Twoją
żoną. - uśmiechałam się. Po moich policzkach płynęły łzy szczęścia.
Nick ucałował moje obie dłonie i wstał. Wtulił mnie w siebie.
- Już na zawsze razem. - szepnął mi do ucha.
-
Na zawsze. - odpowiedziałam i pocałowałam go delikatnie. W tej chwili
liczył się dla mnie tylko on. W salonie rozległy się rozmowy i
gratulacje. Tylko Joe jakoś tak dziwnie na mnie spoglądał...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz