sobota, 1 września 2012

15. Travis Smith.

Dom, kochany dom, domeczek.
Czy mówiłam jak bardzo kocham dom? Łąki, pola i moją kochaną babcię, która co rano robi pyszne naleśniki. Mmm.
Nic więcej nie chcę od życia.
No może tego, że nie ma tu ze mną Nicka, ale to w sumie dobrze bo w końcu skończyłam płytę!
I jestem z Tego strasznie, ale to strasznie dumna!
*
Obudziłam się wczesnym rankiem, szybko się umyłam i ubrałam, zbiegłam po schodach i wparowałam do kuchni jak szalona. Babcia stała już przy kuchence i pichciła naleśniki o których wcześniej wspomniałam.
-Witaj babciu.
-O Destiny Hope, widzę, że już wstałaś - uśmiechnęła się babcia i przewróciła naleśnik.
Babcia nadal mówi na mnie Destiny Hope, jest jedną z dwóch osób które tak na mnie mówią. Ona i Kevin Jonas. O tym też już kiedyś wspominałam.
Szybko zjadłam naleśniki i chciałam już wychodzić na werandę, ale wtedy przypomniało mi się, że dzisiaj rano na rynku jest targ na który tak bardzo czekałam.
Szybko założyłam buty i wybiegłam z domu.
Poczułam się jak dziecko kiedy szłam tą wąską ścieżką która oddziela mój rodzinny dom od rynku miasta. 
Gdy tam dotarłam zobaczyłam pełno stoisk z najróżniejszymi towarami. Ale jedno ze stoisk, a raczej jego sprzedawca, przyciągnął szczególnie moją uwagę.
Podeszłam bliżej i stanęłam jak wryta, a na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
-Miley! - chłopak krzyknął i podbiegł do mnie ściskając mnie mocno.
-Travis. - powiedziałam nie pewnie.
-Co ty tu robisz? - spytał dalej mnie ściskając.
-Przyjechałam żeby odetchnąć od tego całego zgiełku. Tutaj wszyscy traktują mnie, jak zwykłą nastolatkę, a nie jak gwiazdę.
-Rozumiem Cię, a na ile przyjechałaś? - wypuścił mnie z objęć. Zaczął się we mnie wpatrywać.
-Jestem już tutaj tydzień i póki co nie chcę wyjeżdżać więc nie wiem, może zostanę jeszcze tydzień, albo więcej. Wiesz, obowiązki i tak dalej.
-Jasne. Rozumiem, u mnie też cały czas praca wrze. Widzisz, ojciec ma sad no i muszę mu pomóc.
-Taa, ale jeśli na około, jest pełno stoisk z jabłkami, to raczej ciężko coś sprzedać, co nie? - spojrzałam na niego i do głowy wpadła mi pewna myśl. -Pomogę Ci.
-Co?
-Nie co, tylko pomogę Ci. - wyminęłam go i poszłam za jego stoisko. Zaczęłam coś wykrzykiwać i ludzie zaczęli się schodzić. Jabłka Travisa szybko zniknęły.
-I co powiesz? - spytałam i podałam mu 'pojemnik' z pieniędzmi.
-Jej, tato będzie zachwycony.
-A widzisz, od czego ma się przyjaciół - powiedziałam i uśmiechnęłam się. Gdy byliśmy mali, nie wyobrażaliśmy sobie życia bez siebie. A potem nasze drogi się rozeszły, ja zaczęłam robić karierę, a on tutaj został.
-Co robisz dzisiaj po południu? - spytał.
-Nie mam żadnych planów. Czemu pytasz?
-Więc przyjdź dzisiaj do mnie. Mieszkam tam gdzie wcześniej. Zaprowadzę Cię gdzieś. - uśmiechnął się i odszedł. Ja również wróciłam do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz