sobota, 1 września 2012

13. Czasem Twój największy wróg staje się Twoim przyjacielem.

- Send It On... - słyszałam głos w mojej głowie. Tak jest! Jestem genialna! Szybko wyjęłam kartkę i zaczęłam pisać...
- Nick! - krzyknęłam. A raczej powiedziałam. Bo, Nick jeszcze spał. Zaczęłam szturchać go w ramie, on tylko coś mruknął i przewrócił się na drugi bok.
- Nie można po dobroci... - zeszłam z łóżka, na które weszłam, żeby go obudzić i poszłam do łazienki, wzięłam miskę i nalałam do niej wody.
- Zabije mnie za to. - obróciłam się i podskoczyłam, bo za mną stał Nick!
- Chciałam Cię...
- Wiem, gdy tylko usłyszałem jak odkręcasz wodę, domyśliłem się co chcesz zrobić. A i zobaczyłem tą kartkę, co to? - zaśmiał się.
- Piosenka. Pamiętasz, jak Ortega mówił coś o akcji Friends For Change? - spytałam wylewając wodę z miski do wanny. Szlak, myślałam, że się uda...
- Tak i co to ma do tego?
- Wpadłam na pomysł, żeby nagrać do Tego piosenkę, wiesz, ja, Ty, Demi, Joe i Kevin. - uśmiechnęłam się, chciałam przekonać do Tego Nicka.
- To zły pomysł. - mruknął i wyszedł z łazienki.
- Co?! - wrzasnęłam i wyszłam z łazienki, nie wiem czemu się wkurzyłam.
- Miley, daj spokój, proszę. - otworzył swoją szafkę w poszukiwaniu ciuchów.
- Nie, nie dam! - krzyknęłam. - Uzasadnij mi, czemu to zły pomysł! Wręcz żądam odpowiedzi...
- Ale jej nie dostaniesz. - odpowiedział arogancko i wyszedł żeby się przebrać.
O nie JONAS tak nie będziemy pogrywać. Szybko wygrzebałam jakieś ciuchy i poszłam do łazienki umyłam się i zeszłam na dół. W biegu złapałam torebkę.
- Nie wiem kiedy wrócę. - krzyknęłam i trzasnęłam drzwiami. Wsiadłam do auta i jechałam prosto pod wytwórnię Disneya, ale po drodze, zatrzymał mnie Liam. Stał na przystanku autobusowym pomyślałam, że może go gdzieś podwiozę.
- Cześć. - powiedziałam, gdy się zatrzymałam i uchyliłam okno. - Podwieźć Cię gdzieś?
- Hej. Byłbym wdzięczny. - wsiadł do auta.
- To co u Ciebie słychać? - spytał gdy zapiął pas. Ruszyłam.
- Nic nowego, wiesz po staremu, a co u Ciebie?
- Nic. Jedziesz może w stronę wytwórni? - spytał.
- Tak, a czemu pytasz?
- Bo ja też tam jadę, mój menager się tam ze mną umówił.
- Aha, to okej. Może razem będziemy pracować dla Disneya?
- Nie, po prostu nie wiedział, gdzie ma się ze mną spotkać, nie jest stąd i nie zna zbyt wielu miejsc, tylko to. Ja zresztą też nie za bardzo jeszcze się orientuję, ale jakoś sobie radzę.
Byliśmy na miejscu. Wysiedliśmy z auta. Wolnym krokiem ruszyliśmy do środka. Wytwórnia była wielka, więc było w niej dużo zakamarków, gdy chciałam zapukać do biura Ortegi, ktoś złapał mnie z tyłu za obie ręce i zakrył dłonią usta, wierciłam się i kręciłam, ale bez skutku. Czułam jak ze strachu cała się trzęsę.
Nie widziałam jego twarzy, ale tajemniczy ktoś wydawał mi się znajomy. Wciągnął mnie do jakiegoś ciemnego pomieszczenia, wywnioskowałam, że to jakiś składzik. Nadal byliśmy w wytwórni.
- Puść mnie. - powiedziałam. - Jeśli to zrobisz nic nikomu nie powiem.
- To powinienem być ja! - powiedział.
- Liam?! - byłam w szoku. Teraz obrócił się do mnie przodem, wcześniej cały czas ukrywał twarz.
- Miley, jesteś taka naiwna. Nachylił się nademną i zaczął mnie całować. Wsunął mi język do ust.
- Fuj! - krzyknęłam!
- Oj cicho siedź! Wiem, że Tego chcesz. - zaczął całować mnie po szyi.
- Zostaw mnie! - chciałam się uwolnić, ale teraz zorientowałam się, że on cały czas trzyma mnie za ręce. Zsuwał się coraz niżej, zaczął rozpinać moją koszulę. Zaczęłam krzyczeć.
- A krzycz, nic Ci to nie da. Nikogo tu nie ma. - rozpiął moją koszulę do końca i zaczął dobierać się do spodni. Znów zaczęłam wrzeszczeć, usłyszałam czyjeś kroki. Krzyczałam ile sił w gardle.
- Zamknij się!
- Nie! Pomocy! - krzyknęłam jeszcze raz, ktoś otworzył drzwi. Selena i Ortega. Dzięki Bogu.
- Zostaw ją ty zboczeńcu! - wykrzyczała Gomezowa i podbiegła do mnie, a w tym samym czasie Ortega złapał Liama i zawołał ochronę.
- Nic Ci nie jest? - spytała Selena. Szybko zapięłam koszulę. Okazało się, że nie jest taka zła...
- Nie, nic nie zdążył mi zrobić... - westchnęłam. Selena pomogła mi wstać.
- Selena wchodząc do studia usłyszała krzyki. Szybko po mnie pobiegła. Gdyby nie ona... - powiedział zdyszany Ortega, zrobił z Liamem porządek.
- Dziękuję. - przytuliłam ją. Czułam się dziwnie, przecież przytulałam swojego wroga.
- Dziękuję, wam obojgu. - powtórzyłam.
- Może odwiozę Cię do domu? - spytała.
- Nie dzięki, czuję się dobrze. Zresztą mam coś z wami do załatwienia. - skinęłam głową na znak, żebyśmy wyszli i poszli do biura Ortegi.
Wytłumaczyłam im wszystko. I postanowiłam, że chciała bym, żeby Selena też zaśpiewała w tej piosence. Kenny, powiedział, że to świetny pomysł i, że nawet możemy do Tego nakręcić teledysk. Byłam wniebowzięta. Kenny od razu zadzwonił do wszystkich żeby natychmiast zjawili się w studio. Zrobili to. Po jakichś 15 minutach wszyscy już byli.
- Miley, co ty masz na nadgarstkach?! - spytał Nick gdy tylko wszedł do studia. Nie zwróciłam uwagi na siniaki jakie zrobił mi Liam.
- Opowiem Ci w domu. - mruknęłam i od razu wzięliśmy się za nagrywanie piosenki. Widać było, że Nickowi coś się nie podobało, ale postanowiłam, że poruszę ten temat w domu. Zmieniłam również podejście do Seleny, po nagraniu porozmawiałam z nią i wszystko mi wyjaśniła, zajście z Demi i związek z Nickiem. Okazało się, że wszystko to robiła z zazdrości, ale widać było, że się zmieniła. Na lepsze, a ja poczułam, że to początek dobrej znajomości...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz