Obudziłam się o ósmej rano. A raczej obudził mnie dzwoniący telefon.
- Halo? - powiedziałam zaspana do słuchawki, czasem żałuję, że ktoś wymyślił coś takiego jak telefon komórkowy.
- Sto lat moja solenizantko! - krzyknął znajomy głos w słuchawce.
-
Mandy?! - krzyknęłam, nie widziałam się z nią odkąd nagrałam teledysk
do Party In The USA, miałam z nią nawet zespół taneczny, ale
zrezygnowała, ale czemu, nawet ja nie wiem, po prostu odeszła.
- Tak, tak, moja solenizantko! Je raz wszystkiego najlepszego!
-
Dziękuję. Co u Ciebie słychać? Czemu się nie odzywałaś? - spytałam,
stęskniłam się za nią, a zresztą skoro już dzwoni, można się czegoś
ciekawego dowiedzieć.
- Hmm, szczerze mówiąc to nie wiele, tylko, że wyprowadziłam się, teraz mieszkam w Nowym Jorku.
- Nowym Jorku mówisz? - zerknęłam na zegarek. - To dlatego dzwonisz o tej porze...
- Oh, przepraszam, ciągle zapominam o różnicy czasu...
-
Nie no, nic się nie stało i tak pewnie zaraz musiała bym wstać, mama na
pewno już coś kombinuje, czuje jej słynne naleśniki... - wciągnęłam
głęboko powietrze. - Zdecydowanie to one.
Mandy zaśmiała się.
- A co u Ciebie? - spytała po chwili.
- Ogólnie, to nic, tylko tyle, że znów jestem z Nickiem.
- Tak, to wiem, i cieszę się, że znów jesteście razem.
-
Nie dziękuję, żeby nie zapeszyć. - wywlokłam się z łóżka, i zerknęłam
przez okno, żeby zobaczyć co się dzieje, usłyszałam jakieś hałas, a
raczej krzyk. Podeszłam do okna i myślałam, że zemdleję, przed moim
domem stał Liam. Tak ten Liam...
- Halo, Miley słuchasz mnie w ogóle? - z rozmyśleń wyrwał mnie głos Mandy.
-
Tak, tak. Przepraszam, ale muszę już kończyć. Odezwę się. Pa. - nie
czekając na jej odpowiedź rozłączyłam się. Liam znów krzyknął.
Otworzyłam okno.
- No nareszcie, śpiąca królewno.
- Co ty tu
robisz? - spytałam oburzona. Szczerze mówiąc wcale nie ucieszyłam się na
jego widok, on zawsze pojawia się wtedy kiedy nie trzeba...
- Przyjechałem, złożyć Ci życzenia urodzinowe.
- A nie mogłeś tego zrobić przez telefon?
-
Miley, tylko raz kończy się osiemnaście lat... Od dziś, możesz mieszkać
już sama, bez rodziców, praktycznie można Ci już prawie wszystko.
- Tak wiem, wiem. - powiedziałam zirytowana, czego on jeszcze chce?!
- Wpuścisz mnie do środka? - No i masz to czego chciałaś, idiotko... - pomyślałam sobie i zeszłam na dół żeby otworzyć mu drzwi.
*
Siedzę
właśnie w salonie pomiędzy Liamem i Nickiem, obok nas siedzi Ashley,
Demi, Kevin i Joe, szczerze mówiąc atmosfera jest dość napięta. Demi
mierzy Joego wzrokiem, a Nick zabił by Liama, jestem pewna, że gdyby nie
to, że siedzę po między nimi skoczyli by sobie do gardeł.
- Hmm, to
co powiecie na to, żebyśmy gdzieś wyszli, w końcu to moje osiemnaste
urodziny, nie mam zamiaru spędzić ich cały dzień w domu. - rzuciłam,
może to chociaż trochę rozładuje sytuację...
- Miley ma racje,
chodźmy gdzieś. - zgodziła się ze mną Ashley, wiedziała, że mam już dość
tej paskudnej atmosfery, znamy się od dziecka...
Podniosłam się i
wyciągnęłam rękę w stronę Nicka, ten rzucił zabójcze spojrzenie Liamowi i
chwycił moją dłoń, wstał, spojrzał w moje oczy, jedną ręką objął mnie w
pasie i przyciągnął do siebie, a drugą wplótł w moje włosy, zbliżył się
do mnie i pocałował mnie tak jak jeszcze nigdy. Był to bardzo namiętny
pocałunek.
- Co ty robisz? - spytałam, wyrywając się z jego uścisku.
On tylko szepnął mi do ucha ' Potem Ci powiem. ' I poszedł w stronę
korytarza z łobuzerskim uśmiechem na ustach. Szybko poszłam za nim, gdy
wychodziłam spojrzałam na Liama, siedział dosłownie przykulony w fotelu.
- Idziesz? - spytałam.
- Zaraz do was dołączę. - powiedział zachrypniętym głosem.
- Tylko się pośpiesz.
- Ta, jasne.
*
-
Ej, gdzie wy mnie wieziecie? - pytałam już od jakichś piętnastu minut w
kółko i kółko. Okazało się, że moi przyjaciele mnie wyrolowali i wiozą
mnie gdzieś... No pięknie.
- Już jesteśmy, a tak a propos ale ty nie cierpliwa. - zaśmiał się Nick.
- Tak, tak... Możecie mi w końcu zdjąć tą okropną opaskę z oczu? - spytałam zniecierpliwiona.
- Tak, już. - Nick zdjął mi opaskę, wyszliśmy z auta. Byliśmy na jakiejś polnej drodze.
- Wy możecie już jechać. - powiedział Nick, przywiózł nas Kevin, reszta pojechała z nami.
- Yhmm, bawcie się dobrze. - i odjechali.
- Nick co tu się dzieje?
-
No chodź, to zobaczysz. - pociągnął mnie za rękę. Protestowałam ale co
istotne Nick jest silniejszy ode mnie. Szliśmy tą drogą aż w końcu
usłyszałam szum fal.
- Ale nie chcesz mnie utopić prawda? - zaczęłam się śmiać.
-
No coś ty. - zerknął na mnie i pokręcił głową. - Już jesteśmy na
miejscu. - wyszliśmy na plażę, rozejrzałam się, na około były
porozstawiane świece, rozłożony był też koc, zauważyłam też szampana i
trochę jedzenia.
- Przygotowaliście kolację? - spojrzałam na niego.
- Poprawka, przygotowałem, oni nas przywieźli, to i są wtajemniczeni.
- Aaaa. - zaśmiałam się. - Jest cudownie. - uśmiechnęłam się i pocałowałam go. Przypomniał mi się nasz wcześniejszy pocałunek.
- A właśnie, co to było w domu? - spojrzałam na niego, usiedliśmy na kocu.
- Czy ty nie widzisz jak Liam na Ciebie patrzy? Przecież musiałem coś zrobić...
- A, to o to chodzi. - zaśmiałam się.
Nick, pokręcił tylko głową, nalał nam szampana.
- Od dziś można Ci pić alkohol. - uśmiechnął się.
- Jakoś mnie to nie pociąga. - zaśmiałam się. - Ale czekaj, czekaj, chyba nie zamierzasz mnie upić, prawda?
- Zobaczymy. - uśmiechnął się łobuzersko i wziął łyk szampana.
Wywróciłam
tylko teatralnie oczami, później Nick zrobił się jakiś taki dziwny, nie
wiedział co ma ze sobą zrobić. W pewnym momencie wypalił ni ztąd ni z
owąd.
- Obiecaj mi, że już będziemy na zawsze razem, tylko ty i ja.
Zatkało mnie.
- Nick, ja... Ale czekaj to nie oświadczyny, co nie? - zerknęłam na niego.
Był poważny jak nigdy.
- Ale my mamy przecież dopiero po osiemnaście lat!
- Ale nikt przecież nie każe nam brać ślubu, po prostu chcę, żebyś była już tylko moja. - uśmiechnął się lekko.
- Dobrze, obiecuję. - też się uśmiechnęłam. To czyste szaleństwo...
Nick wyciągnął pierścionek. Nie no, to naprawdę czyste szaleństwo!
- Nick...
- Potraktuj go, jak przypieczętowanie naszej obietnicy.
Westchnęłam.
-
No dobrze. - uśmiechnęłam się. Wsunął mi pierścionek na palec, z jednej
strony cieszę się, ale z drugiej, to totalnie głupie co właśnie robimy,
mamy dopiero po osiemnaście lat, zawsze możemy znaleźć sobie kogoś
innego. Fakt, kocham Nicka do szaleństwa i nie chcę żeby to się
zmieniło, ale serce nie sługa.
- Kocham Cię. - szepnął mi do ucha.
- Ja Ciebie też kocham, wariacie. - zaśmiałam się i utonęłam w jego słodkim pocałunku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz